Odnalazłam granicę swojej tolerancji. Kiedy wsiada do komunikacji miejskiej osoba, która po prostu śmierdzi, bierze mi szlag. Wiem, że żyjemy w demokratycznym państwie, w którym każdy ma prawo żyć, ba, ma prawo żyć tak jak mu się podoba. Ale szanujmy się, nie róbmy drugiemu człowiekowi tego, co jest nam niemiłe.
Płacę za bilet duże pieniądze, naprawdę duże w porównaniu z tym jakie usługi są mi oferowane. Nie wymagam tego, żeby było w autobusach pusto, abym zawsze miała wolne miejsce do siedzenia. Ale równego traktowania pasażerów już tak. Dlaczego osoby, nazwijmy je dobrze ubranymi, kiedy nie mają biletu są karane, natomiast pozostali, tzw. żule lub bezdomni mogą jechać sobie dalej?