poniedziałek, 17 marca 2014

Wesoły autobus

Kilka miesięcy temu słuchając Radiowej Trójki wysłuchałam bardzo ciepłego i zabawnego reportażu o Wesołym Kierowcy. Bohater kieruje warszawskimi autobusami i za pomocą mikrofonu komunikuje się z pasażerami, umilając im tym samym podróż.

W tamtym momencie zapragnęłam wsiąść do takiego autobusu i wyruszyć w drogę. Kilka dni temu zrealizowałam to pragnienie.

Była środa, dzień meczu towarzyskiego Polska - Szkocja. Most Poniatowskiego nie funkcjonował tak jakbym sobie tego życzyła. Zdecydowałam się na przejazd inną trasą. Jak się okazało był to dobry wybór.

Wsiadając do autobusu 116 powitał mnie ciepły, męski głos, wypowiadając słowa: Dziękujemy za skorzystanie z usług taniej linii 116. Wiedziałam już wtedy, że ta jazda będzie ciekawa i nieprzeliczyłam się.

Podróż była przezabawna, żałowałam, że musiałam już wysiadać, a mój cel był tak blisko. Nie mogłam wyjść z podziwu, że ludzie potrafili się do siebie uśmiechać i prowadzić small talk. Zwykle podróżując komunikacją miejską odechciewa mi się żyć. Jestem zamknięta wśród ludzi, który są smutni, ba, nawet ponurzy. Boję czasami obok nich stać, wyglądając jak wygłodniałe hieni.

Mam nadzieję, że nie zbierze się zaraz grupa ponuraków, ktòry będą oczekiwali zwolnienia tego kierowcy, bo przeszkadza im w melancholijnym wgapianiu się w okno.

środa, 5 marca 2014

Wykorzeniony naród

Godzina 11, brzydki, pochmurny dzień. Czuję, że spada ciśnienie, chce mi się spać. Nie, zaraz, spać chce mi się właściwie zawsze. Przechadzam się po Krakowskim Przedmieściu, powoli smuję się na przystanek autobusowy. Rozgladam się, chce przejść przez ulicę. Nagle przed moimi oczami pojawia się mężczyzna w sukience. Z niedowierzaniem patrzę na niego, nie jestem pewna czy to wytwór senny czy rzeczywistość. Wtedy zaczyna mi się troić w oczach. Widzę następnych dwóch.

Kiedy siedzę sobie wygodnie w autobusie, dźwięk silnika powoli mnie usypia, w mojej głowie rodzi się pewna myśl - dzisiaj w Warszawie odbywa się mecz,Polacy grają ze Szkocją.

W centrum spotykam kolejne grupki mężczyzn w kiltach. Wyróżniają się oni z tłumu nie tylko swoim tradradycyjnym ubiorem, ale i CAŁKOWITYM brakiem (pobudziłam Waszą wyobraźnię?) ciepłego ubrania. Kiedy ja paraduję zakapturzona w zimowej kurtce, oni mają na sobie tylko bluzy. To się nazywa gorąca krew!

Nie chciałam jednak dyskutować tutaj na temat ich ciepłego temperamentu, tylko o tradycji i o nas, o Polakach. Bardzo podoba mi się to, że Szkoci nie wstydzą się swojej przynależności do narodu, ba, obchodzą się z nią w bardzo widoczny sposób. Kontynują tradycję, nie odcinają się od przodków. A co z Polakami? Mam wrażenie, że próbujemy się wykorzenić i przypasować do Europu Zachodniej. A to źle. Przcież absolutnie niczego nie musimy się wstydzić (mając na względzie tradycję i kulturę).

poniedziałek, 3 marca 2014

Święto kibica?

Wczoraj po weekendowym pobycie w rodzinnej miejscowości, zabrałam ze sobą słoiki wypełnione smacznym jedzeniem, wsiadłam w samochód i ruszyłam w drogę do Warszawy. W stolicy zamieszkuję na Gocławiu, związku z tym jadąc do mieszkania mijałam stadion na Łazienkowskiej. Pepsi Arenę rozświetlała łuna światła. Tuż obok przechodzili policjanci. Nie wyglądali normalnie, przypominali mi swoich poprzedników z poprzedniego ustroju. Ubrani byli w kamizelki kuloodporne, kaski, a za paskami ukryte mieli pałki. Nie wyglądało to normalnie, cała ta sytuacja wzbudziła moje zainteresowanie.

W pewnym momencie zaświtała mi myśl w głowie, że na pewno odbywa się tam mecz. Utwierdzenie swoich domysłów usłyszałam dzisiaj w radiu. Kibice mieli swoje święto, grała Jagielonia Białystok z Legią albo Legia z Jagiellonią Białystok. W samym meczu nie widzę nic złego, tożto sport to zdrowie, niech sobie grają, ale mam zarzut do tych wszystkich, którzy spowodowali rozróby, a spotkanie piłkarskie po 45 minutach dzięki nim zostało przerwane.

Rozumiem, że mecz piłkarski to niezwykle emocjonujące widowisko. Kibice mogą się nie lubić, ale skoro jest to ICH święto to czemu psują je sobie na własne życzenie? Wiem, że na pewno na takim meczu kipi testosteron i adrenalina. Wygrana swojej drużyny to sprawa honorowa. Ale czemu muszą się bić za MOJE pieniądze. Po prostu sobie tego NIE ŻYCZĘ. Na taki mecz trzeba zwołać dodatkowe jednostki policyjne, trzeba im dodatkowo zapłacić, być może trzeba im zapewnić dojazd z innych miejscowości. I po co o wszystko? Tylko aby kilku łysych wzięło się za łby i sobie wtłukło? Jeśli mają taką potrzebę niech spotkają się u siebie w domu, tam się rozliczą ze sprawami honorowymi i będzie po wszystki.. Ponad to oprócz dodatkowych pieniędzy dla policji, często potrzeba dodatkowych środków za ewentualne naprawienie szkód mienia publicznego, mam na myśli zepsute chodniki. A jeśli takiemu się coś stanie, to kto zapłaci za jego pobyt w szpitalu? MY!

Nie podoba mi się zachowanie władz. Nie jest to sytuacja, która zdarzyła się raz i nie zdarzy się nigdy. Zależy postawić się raz, a skutecznie i nie patyczkować się. Grożenie palcem tu nie pomoźe, to nie są mali chłopcy.

niedziela, 2 marca 2014

Zderzenie dwóch kultur

Niedawno wróciłam z Niemiec, a dokładniej Berlina. Byłam w tym mieście po raz kolejny, ale za każdym razem odkrywam tam coś nowego, coś z czym nie spotkałam się wcześniej. Absolutnie nie mówię tutaj o muzeach, czy miejscach, które odwiedzam, ale o zachowaniach, które chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Teoretycznie mieszkamy blisko siebie, a nasza kultura nie równi się znacznie, jednak nasza mentalność jest dość odmienna.

W tym roku miałam po raz pierwszy spotkanie z kanarem w tramwaju. Sytuacja ta wcale nie wyglądała standardowo jak w Polsce. Kontrolerzy weszli kulturalnie do środka komunikacji i od razu było widać w jakim celu wsiedli tutaj. Nie mam na myśli ich specyficznego zachowania, jakim zdradzają się warszawscy kontrolerzy, ale ubiorem - ubrani byli w firmowe kurtki. U nas na widok takiego uniformu opróżniłby się niemal cały tramwaj. Tu było inaczej. Pojazd ruszył, pan kontroler uśmiechnął się, przywitał i poprosił o bilety. Podszedł do dziewczyny, nie mogła znaleźć biletu, dał jej chwilę na poszukanie, a sam poszedł dalej wykonywać swoją pracę. W trakcie sprawdzania tramwaj zatrzymał się na przystanku. Dziewczyna, która nie miała biletu, siedziała tuż obok drzwi, kontroler był daleko od niej. Co zrobiłby KAŻDY Polak? Uciekłby! Szybko wstałby z miejsca, wybiegł ze środka lokomocji i ile sił w nogach biegłby przed siebie. Tutaj jednak było inaczej. Dziewczyna siedziała spokojnie i czekała. Za chwilę podszedł do niej kontroler i zapytał czy znalazła bilet, odpowiedziała mu przecząco, więc on wyjął blankiet i zaczął wystawiać jej bilet. Ona nadzwyczajnie świecie go przyjęła, nie wykłócała się.

Rozumiem, że Niemcy są prawi, ale mnie okropnie korciłoby na miejscu tej dziewczyny, by poczuć wiatr we włosach, przypływ adrenaliny i zaoszczędzić kilkanaście euro.