niedziela, 2 marca 2014

Zderzenie dwóch kultur

Niedawno wróciłam z Niemiec, a dokładniej Berlina. Byłam w tym mieście po raz kolejny, ale za każdym razem odkrywam tam coś nowego, coś z czym nie spotkałam się wcześniej. Absolutnie nie mówię tutaj o muzeach, czy miejscach, które odwiedzam, ale o zachowaniach, które chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Teoretycznie mieszkamy blisko siebie, a nasza kultura nie równi się znacznie, jednak nasza mentalność jest dość odmienna.

W tym roku miałam po raz pierwszy spotkanie z kanarem w tramwaju. Sytuacja ta wcale nie wyglądała standardowo jak w Polsce. Kontrolerzy weszli kulturalnie do środka komunikacji i od razu było widać w jakim celu wsiedli tutaj. Nie mam na myśli ich specyficznego zachowania, jakim zdradzają się warszawscy kontrolerzy, ale ubiorem - ubrani byli w firmowe kurtki. U nas na widok takiego uniformu opróżniłby się niemal cały tramwaj. Tu było inaczej. Pojazd ruszył, pan kontroler uśmiechnął się, przywitał i poprosił o bilety. Podszedł do dziewczyny, nie mogła znaleźć biletu, dał jej chwilę na poszukanie, a sam poszedł dalej wykonywać swoją pracę. W trakcie sprawdzania tramwaj zatrzymał się na przystanku. Dziewczyna, która nie miała biletu, siedziała tuż obok drzwi, kontroler był daleko od niej. Co zrobiłby KAŻDY Polak? Uciekłby! Szybko wstałby z miejsca, wybiegł ze środka lokomocji i ile sił w nogach biegłby przed siebie. Tutaj jednak było inaczej. Dziewczyna siedziała spokojnie i czekała. Za chwilę podszedł do niej kontroler i zapytał czy znalazła bilet, odpowiedziała mu przecząco, więc on wyjął blankiet i zaczął wystawiać jej bilet. Ona nadzwyczajnie świecie go przyjęła, nie wykłócała się.

Rozumiem, że Niemcy są prawi, ale mnie okropnie korciłoby na miejscu tej dziewczyny, by poczuć wiatr we włosach, przypływ adrenaliny i zaoszczędzić kilkanaście euro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz