Niemcy w zadość uczynieniu za wyświetlenie na łamach swojej telewizji filmu "Nasze matki, nasi ojcowie" zdecydowali pokazać się polski film "Miasto '44" w reżyserii Jana Komasy. Całe szczęście, że tylko około miliona osób spędziło ten wieczór wraz z włączonym ZDF.
Do tego miliona osób należała moja rodzina i ja. Nie wiedzieliśmy wcześniej tego filmu, byliśmy ciekawi go, tym bardziej, że tak wiele było niejednoznacznych opinii. Usiadłam przed ekran telewizora bez żadnych uprzedzeń. Byłam gotowa na spotkanie z tym filmem, nie przywdziewając wcześniej ani negatywnego ani przychylnego stanowiska. Jednak po pierwszej mało realnej scenie, gdzie filiżanka leciała w zwolnionym tempie, zwątpiłam. Później widząc pocałunek głównych bohaterów, gdzie towarzyszyły im sprawnie omijające ich kule, zataczające niemal serca, zaczęłam się śmiać. Było to tak kiczowate, że jedyną reakcją, na którą było mnie stać, to był śmiech. Szala goryczy przelała się, gdy zobaczyłam scenę miłosnego uniesienia. Była ona mocno perwersyjna.
Do tej pory uważałam się za osobę młodą, ale po obejrzeniu tego filmu mam pewne wątpliwości. Czytałam opinie reżyseria, iż jest to przekaz skierowany do młodych, w celu przybliżenia im tematyki powstania. Wszystko miało być przekazane poprzez taką drogę, aby wynieśli dużo z seansu. Do mnie "Miasto '44" zupełnie nie przemówiło i jestem wdzięczna moim rodzicom i dziadkom, że zadbali o moją edukację, przybliżając mi tematykę dotycząca powstania, bo gdybym miała czerpać wiadomości wyłącznie z ekranów filmowych lub telewizyjnych, miałabym obraz mocno spaczony. Znając to wydarzenie jestem mocno zniesmaczona, a nawet oburzona. Kilka scen przeważyło, że zrobił się z tego paszkwil, bardziej przypominający Straszny film, niż poważny film, obrazujący rzeczywistość. Wcale się nie dziwię, że Niemcy zaraz po tym wyemitowali dokument, gdzie wypowiadali się historycy, powstańcy, a jako obraz użyto prawdziwych fragmentów, nakręconych w czasie wojny.
Z pewnością trudno jest nakręcić dobry film, trzeba balansować na krawędzi, aby ani nie przedobrzyć ani nie pogorszyć
