Zakochałam się w Wiedniu od pierwszego spojrzenia, wysiadając z autobusu wiedziałam, że to będzie moje miejsce na Ziemi, za którym co rocznie będę tęsknić i do którego będę bardzo często wracać wspomnieniami.
Spacer ulicami Wiednia jest niesamowity, czuję się niesamowitą ekscytację, że tymi samymi drogami kilkadziesiąt lat temu przechadzali się najwybitniejsi artyści, władcy. Tutaj narodził się modernizm wiedeński. Rodziła się nowoczesna myśl. Tutaj znajdowało się jedno z najważniejszych imperiów ówczesnej Europy. Aż ma się ochotę przystanąć i krzyknąć z radości.
Odczuwał wielką sympatię do Habsburgów, chociaż nie powinnam się raczej do tego przyzwać, w końcu to oni przyczynili się do naszych rozbiorów, ale w każdej rodzinie znajdzie się czarna owca, której wyczynów nie można wytłumaczyć racjonalnie. Związku z tym przepadam za Hofburgiem. Takiej ilości eksponatów, które ociekały tak wielkim bogactwem w życiu nie widziałam, byłam pod ogromnym wrażeniem. Jednak w sercu czułam zazdrość, że w Polsce, nigdy już takiego przepychu nie zobaczymy. Zawsze w takich chwilach czuję niewytłumaczalny smutek. Genialnym cudem techniki są audioguide, szczególnie jeśli są one za darmo, a raczej wliczone w cenę biletu oraz jeśli są one po polsku. Oglądane sale tracą anonimowość, stają się ciekawe i porywające. W apartamentach cesarskich czuje się wielkość cesarstwa i samego cesarza, a zarazem wdzięczność, że żyjemy teraz, a niekiedy indziej w przeszłości, bo wtedy zobaczenie takich cudów z pewnością nie było nam dane, ciężko pracowalibyśmy na naszego władcę, a przechodząc obok pałacu przeklinalibyśmy go i z chęcią opluwali. Hofburg jest mocno związany z osobą cesarza Franciszka Józefa i jego tajemniczej małżonki, Sisi. Zwiedzając tę rezydencję warto zwrócić uwagę na łazienkę Sisi, jedno z pierwszych takich miejsc w królewskich pałacach, unikalne na skale światową. Zachęcam również do zapoznania się z osobą cesarzowej, była to niezwykle intrygująca postać, która fascynuje do chwili obecnej. Hofburg to nie tylko apartamenty cesarskie, to również Muzeum Sisi, Zbiory Sreber, które robią wielkie wrażenie. Człowiek to niezwykła istota, nawet z najprostszego widelca potrafi zrobić dzieło sztuki, które zachwyca przez setki lat.
Inną perełką w koronie austriackiej stolicy jest Schönbrunn, letnia rezydencja Habsburgów. Typowy barokowy budynek, pełen misternych ozdób, które przytłaczają swoim rozmiarem. W tym miejscu znowu ogarnia frustracja i zazdrość, ilość eksponatów, ich przepych zapiera dech w piersiach, niewiadomo, gdzie podziać wzrok, na co zwrócić uwagę. Smakowitym kąskiem dla każdego, kto interesuje się historią jest łoże Marii Teresy, które było ważnym miejscem w jej życiu. Maria Teresa, nazywa również teściową Europy, była przebiegłą kobietą, postanowiła urodzić jak najwięcej dzieci, później wydać je na najważniejszych dworach europejskich. Pracowała ciężko, niełatwy był jej żywot, urodziła szesnaścioro żywych dzieci, związku z czym większość swojego życia spędziła właśnie w łóżku, przyjmując nawet w nim oficjalne delegacje. Będąc w Schönbrunn warto zajrzeć do najstarszego na świecie zoo, które było prezentem Marii Teresy dla jej męża. Zoo utrzymane jest w barokowej stylistyce, zawiera wiele ciekawych miejsc, do których warto zajrzeć, ale najbardziej za serce chwytają leniwe pandy oraz misie koale, to magnes, który przyciąga masy do tego zoo.
Interesuję się sztuką, a szczególnie malarstwem. Rajem na ziemi okazał się Wiedeń, miasto, w którym jest kilka galerii, skrywających w sobie ogromne połacie dzieł sztuki, z którymi obcowanie zapiera dech w piersiach. To właśnie w Wiedniu odnalazłam swojego malarza, którego obrazy zachwycają mnie za każdym razem, inspirują i pociągają. To tutaj jest jego ojczyzna. To tutaj jest muzeum poświęcone praktycznie tylko jemu. Należy udać się do Górnego Belwederu, by zobaczyć jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów o tematyce miłosnej. To tutaj można nacieszyć oczy malarstwem Klimta, a na honorowym miejscu znajduje się oczywiście Pocałunek, który doczekał się miliona fanów i jeszcze więcej interpretacji. Dzięki swojemu uniwersalnemu przesłaniu tak wiele par odnajduje siebie na tym płótnie. Jednak moje serce skład inny obraz Klimta, który na codzień znajduje się w Muzeum Historii Wiednia i który miałam okazje podziwiać na wystawie z okazji dwusetnej rocznicy urodzin malarza. W sali o ciemnych ścianach stanęłam twarzą w twarz z Miłością. Obraz mnie zaczarował, mnie mogłam oderwać wzroku, a oczyma wyobraźni widziałam jak para, która uchwycona jest w momencie zbliżania się do pocałunku, właśnie wymienia się pocałunkami. W ich oczach, ruchach, gestach widać miłość, pożądanie, magiczne uczucie nazwanie miłością.
Na pierwszym roku miałam egzamin z historii Niemiec. Oprócz opanowania materiału moim zadaniem było przeczytanie książki o tematyce historycznej, mój wybór padł na biografię Marii Teresy. Podczas zdawania egzaminu pomiędzy egzaminatorem a mną nawiązała się rozmowa na temat krypty cesarskiej znajdującej się w Wiedniu. Miejsce warte do zobaczenia, choć niezwykle ponure i przytłaczające, to doskonale odzwierciedla ducha epok, w których żyli poszczególni władcy. Uwagę szczególnie zwraca sarkofag Marii Teresy, który jest potęży, misternie wykonany, pełen ozdób. Tuż obok znajduje się sarkofag jej syna - Józefa II i jest już zupełnie inny - skromny, prosty. Będąc w tematyce cesarskiej w Wiedniu warto zajrzeć do Skarbca. Gabloty uginają się od ilości złota i kosztowności.
Jednym z symboli Wiednia jest kościół świętego Stefana z przepiękną dachówką misternie wykonaną. Polecam przyjść i się pomodlić, ciekawe doświadczenie. Świątynia znajduje się w samym sercu Wiednia, związku z tym odwiedzana jest przez wiele narodowości. My udałyśmy się na mszę w języku niemieckim, tak jak kilkunastu innych obcokrajowców. Porządek wyglądał podobnie, ale zachowania uczestników już niekoniecznie. Inne zwyczaje były przy modlitwie, przy żegnaniu się, przy podawaniu sobie znaku pokoju. Od tego momentu staram się uczestniczyć w mszach w każdym kraju, który odwiedzam, to spora dawka cenne wiedzy o innych narodach. Kościół posiada wieżę, która jest wieżą widokową. Polecam pokonać kilkanaście schodów i spojrzeć na Wiedeń z innej perspektywy. Lubię oglądać panoramę miasta, kiedy spędziłam w tym mieście już kilka dni, wtedy odkrywanie, poszukiwanie znanych już sobie zabytków jest pasjonujące.
Jeśli marzycie o chwili odpoczynku i spokoju, polecam Judenplatz. Jest to miejsce mało uczęszczane przez turystów. Można znaleźć tam chwilę oderwania się od rzeczywistości i zgiełku. Przy tym plac jest bardzo ładny oraz ofiaruje sporo cienia.
Moje serce podbił kościół minorytów. Trafiłam tam dopiero podczas drugich odwiedzin tego miasta, ale zaskarbił sobie moją sympatię. Znajduje się na cichym placu, gdzie nie kursuje dużo turystów. Wnętrze ma ciekawe, ponieważ ściany są lekko zielonawe, ale to co przyciąga największą uwagę, to mozaika przestawiająca Ostatnią wieczerzę Leonarda da Vinci. Zachwyca swoją misterną precyzją i choć nie widziałam nigdy na żywo oryginału, to do złudzenia przypomina obraz, który można znaleźć na reprodukcjach. Miejsce niedocenione przez turystów, ale warte zobaczenia.
Wiedeń to kolebka secesji wiedeńskiej, więc można tu znaleźć wiele zachwycających budowli, pamiętających początki tego nurtu. Warto się rozglądać i co jakiś czas spoglądać do góry w poszukiwaniu ciekawych detali na kamienicach.
Wstęp do tego wpisu pisałam przed wizytą w Budapeszcie. Nie wiem czy to moje wspomnienia wyblakły, czy może rzeczywiście tak jest, ale dla mnie stolica Węgier przyćmiła Wiedeń. Nie powinnam tak mówić, to świętokradztwo, ale mam takie wrażenie. W Budapeszcie każdego dnia szczęka mi opadała, bo każdego dnia odkrywałam coraz to piękniejsze budynki, które skrywały w sobie niezwykłe wnętrza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz