poniedziałek, 3 marca 2014

Święto kibica?

Wczoraj po weekendowym pobycie w rodzinnej miejscowości, zabrałam ze sobą słoiki wypełnione smacznym jedzeniem, wsiadłam w samochód i ruszyłam w drogę do Warszawy. W stolicy zamieszkuję na Gocławiu, związku z tym jadąc do mieszkania mijałam stadion na Łazienkowskiej. Pepsi Arenę rozświetlała łuna światła. Tuż obok przechodzili policjanci. Nie wyglądali normalnie, przypominali mi swoich poprzedników z poprzedniego ustroju. Ubrani byli w kamizelki kuloodporne, kaski, a za paskami ukryte mieli pałki. Nie wyglądało to normalnie, cała ta sytuacja wzbudziła moje zainteresowanie.

W pewnym momencie zaświtała mi myśl w głowie, że na pewno odbywa się tam mecz. Utwierdzenie swoich domysłów usłyszałam dzisiaj w radiu. Kibice mieli swoje święto, grała Jagielonia Białystok z Legią albo Legia z Jagiellonią Białystok. W samym meczu nie widzę nic złego, tożto sport to zdrowie, niech sobie grają, ale mam zarzut do tych wszystkich, którzy spowodowali rozróby, a spotkanie piłkarskie po 45 minutach dzięki nim zostało przerwane.

Rozumiem, że mecz piłkarski to niezwykle emocjonujące widowisko. Kibice mogą się nie lubić, ale skoro jest to ICH święto to czemu psują je sobie na własne życzenie? Wiem, że na pewno na takim meczu kipi testosteron i adrenalina. Wygrana swojej drużyny to sprawa honorowa. Ale czemu muszą się bić za MOJE pieniądze. Po prostu sobie tego NIE ŻYCZĘ. Na taki mecz trzeba zwołać dodatkowe jednostki policyjne, trzeba im dodatkowo zapłacić, być może trzeba im zapewnić dojazd z innych miejscowości. I po co o wszystko? Tylko aby kilku łysych wzięło się za łby i sobie wtłukło? Jeśli mają taką potrzebę niech spotkają się u siebie w domu, tam się rozliczą ze sprawami honorowymi i będzie po wszystki.. Ponad to oprócz dodatkowych pieniędzy dla policji, często potrzeba dodatkowych środków za ewentualne naprawienie szkód mienia publicznego, mam na myśli zepsute chodniki. A jeśli takiemu się coś stanie, to kto zapłaci za jego pobyt w szpitalu? MY!

Nie podoba mi się zachowanie władz. Nie jest to sytuacja, która zdarzyła się raz i nie zdarzy się nigdy. Zależy postawić się raz, a skutecznie i nie patyczkować się. Grożenie palcem tu nie pomoźe, to nie są mali chłopcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz