środa, 29 stycznia 2014

PKP - Kpina z Rodaka

Mając za sobą ostatni egzamin, marzyłam tylko o jednym - pojechać do domu, położyć się pod ciepłym kocem i odespać poprzednie noce. Uradowana z wyników egzaminu, wzięłam walizkę, wsiadłam w autobus i pojechałam na dworzec. Mój pociąg miał opóźnienie, tylko dwadzieścia minut. Kupiłam spokojnie bilet i poszłam na peron. Minęło kilka minut, mojego pociągu nie ma. Zapowiadają pociągi do Radomia, Błoni, Góry Kalwarii, wszędzie, tylko nie do Żyrardowa. Mija dwadzieścia minut, później kolejne dwadzieścia i tak opóźnienie zaokrągla się do godziny. Z radością w oczach powitałam pojazd zmierzający do mojego docelowego miejsca. Ustawiłam się na peronie, wyliczyłam, gdzie powinny znajdować się drzwi. Ludzie wokół mnie biegną na przód, pociąg wjeżdża, ja spokojnie stoję, do czasu, gdy orientuję się, że przede mną nie ukazały się drzwi, a wolna przestrzeń. Zdezorientowana spostrzegłam, że pociąg miał tylko jeden skład (!). Pobiegłam szybko do drzwi, zostało dla mnie tylko miejsce przy drzwiach. Nie jest źle, pomyślałam, zawsze mogłam nie zmieścić się. Mało fajnie zrobiło się, gdy poczułam, że przestrzeń wokół mnie gwałtownie się zmniejsza, zmniejsza i zmniejsza. Ale wszyscy byli zadowoleni, nikt nie narzekał, każdy żartował, każdy był wielce szczęśliwy, że w końcu udało mu się wsiąść do pociągu. Było zabawnie i ciepło, można było spokojnie wyłączyć ogrzewanie. Poznałam się dokładnie ze ścianą, przy każdym hamowaniu byłam w nią sukcesywnie wpychana. 

Rozumiem, że taki mamy klimat, jest zima i pociągi doznają (oryginalnie słownictwo ze strony PKP) opóźnień. Znaczy nie, nie potrafię zrozumieć, że wyjeżdżając z Warszawy Wschodniej i dojeżdżając na Dworzec Śródmieście można nabawić się godzinnego spóźnienia. Ale pominę ten fakt, tak jest co roku.

Denerwuje mnie jedynie to, że siedzi milion ludzi na kolei, obmyśla strategie i Bóg wiec co, ale NIKT nie pomyśli, że wypuszczenie jednego składu po godzinie 14 na trasie liczącej ponad 50 km, to śmiesznie mało. Powinno takim osobom zabrać się prawo jazdy, kluczyki do samochodu, wsadzić do pociągu, żeby przejechali się kilka razy i może by pomyśleli. Ogromnie współczuję ludziom, którzy codziennie muszą przemierzać taką trasę, w różnych warunkach, ja na szczęście robię to rzadko, ale za każdym razem podróż niesie ze sobą niespodzianki i bardzo często są one zwyczajnie niemiłe.

Ludzi traktuje się jak bydło. Najlepiej napchać kieszenie pieniędzmi, ciąć maksymalnie koszty i nie liczyć się z drugim człowiekiem. Gdyby istniała jakakolwiek konkurencja na rynku kolejnictwa, PKP dawno by zbankrutowało. Żadnego szanującego się przedsiębiorcy nie byłoby stać na takie traktowanie klientów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz