sobota, 16 sierpnia 2014

Bitwa warszawska 2014

W Polsce powstała nowa moda na organizowane rekonstrukcji. Ludzie coraz chętniej zrzeszają się w grupy rekonstruktorskie. Kompletują ubranie, jeżdżą po Polsce i bawią się w wojnę. Na widowni zbiera się coraz więcej ludzi, widzowie jeżdżą po Polsce szukając historycznych widowisk.

15 sierpnia świętowałam w Ossowie oglądając rekonstrukcję bitwy z 1920. Byłam tutaj pierwszy raz, w poprzednim roku z powodu ogromnego korka nie udało nam się dojechać na miejsce i świąteczne popołudnie spędziliśmy na pikniku wojskowym w Warszawie. W tym roku było inaczej, dwie godziny przez rozpoczęciem imprezy dotarliśmy na miejsce. Zajęliśmy spokojnie miejsce na pseudoparkingu i udaliśmy się na miejsce rekonstrukcji. Bez nad nami rozpościerał się wielki plac boju z ustawioną widownią, na której udało nam się zarezerwować bardzo dobre miejsca siedzące. Dwie godziny czekania umilały nam oprócz dobrego towarzystwa, próby rekonstruktorów.
W trakcie bitwy o każdych szczegółach historycznych opowiadał lektor, który był idealnie dobrany do swojej roli. Spokojnym, ale donośny głosem, wolnym od wszelkich wad wymowy wprowadzał uczestników w tajniki akcji. Poczynania rekonstruktorów z charakteru chaotyczne i nie zawsze zrozumiałe nabrały jasny i klarowny obraz. Polacy zwyciężyli, przegonili bolszewików, których imperialistyczne marzenia rozwiały się.
Jednak po całym tym widowisku poczułam pewien niedosyt. Bitwa warszawska to jedna z najbardziej znanych bitew, zaliczana do jednych z najważniejszych, więc spodziewałam się tutaj wielkich fajerwerek. A po mimo całego rozgłaszania, reklamowania, namawiania na przyjazd, tak wielu sponsorów, co podkreślał później pan na koniec widowiska, pojawiło się zaledwie ponad stu rekonstruktorów, co na tak wielkim polu bitewnym wyglądało trochę żałośnie. Było to raczej na skalę bitwy lokalnej, na którą przyjeżdżają lokalni widzowie, miałam wrażenie, że moje miasto, aby upamiętnić jedną z bitew z 1939 bardziej się stara niż tutejsze władze miejskie.
Jestem również zniesmaczona wypowiedziami pana, który próbował umilić czas po zakończeniu rekonstrukcji, kiedy to przygotowywano plac na zawody kawalerzystów. Pojawiając się w Ossowie bałam się odezwać, żeby nie zostać przypadkiem zlinczowana. Idąc na pole bitewne zaczęła na mnie napierać polityka - a to wizerunki ofiar z katastrofy pod Smoleńskiej, a to uśmiechnięta twarz doktora Chazana. Było to dla mnie niesmaczne, bo impreza miała łączyć Polaków w obopólnej radość z polskiego zwycięstwa, a nie znowu dzielić. A później do mikrofonu dorwał się niespełniony polityk, który politykował jak w trakcie imienin i to mocno zakrapianych. Wrzeszczał do mikrofonu niemiłosiernie, a swoje wypowiedzi na temat zawodów kawalerzystów przeplatał paplaniną polityczną na temat homoseksualistów, aborcji. Nie wiem jak inni goście, ale ja wyjeżdżając poza miasto, uczestnicząc w takiej, a nie innej imprezie chce odpocząć od mediów, krzyków polityków, politycznego bojkotu. Tego wszystkiego mieliśmy serdecznie dosyć i po prostu wyszliśmy, nie czekając na popisy kawalerzystów, choć wierzę, że warto by było zostać.

Przy tak wielkiej imprezie, gdzie ściąga naprawdę wiele osób, takim osobnikom albo nie powinno dać się prawa głosu albo powinno się ostro pilnować co zamierzają powiedzieć, bo politykowanie w taki dzień i przy takich okolicznościach jest naprawdę zupełnie niepotrzebne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz