Moje dzieciństwo znacznie różniło się od dzieciństwa mojej mamy. Dzień mojej mamy wypełniał trzepak, skakanka, guma, witrażyki. Mój czas wolny zapełniała guma, ale nie wiodła prymu. W czasie mojego dzieciństwa królowały zwierzątka elektroniczne. Z wielkim namaszczeniem opiekowałam się niedźwiadkiem, którego pożyczyła mi sąsiadka na noc. Ta różnica pokoleniowa sprawiła, że książka Grażyny Plebanek nie wciągnęła mnie, nie wzbudziła we mnie sentymentu i nie prowadziła do uronienia łez, tęskniąc za tym co już minione.
Dziewczyny z Portofino to opowieść o przyjaźni. Przyjaźni prawdziwej, która zdarza się w życiu każdego z nas. Poplątane drogi, zakręty i chichoty losu częsta sprawiają, że ci którzy jeszcze tak niedawno byli nam bardzo bliscy, stają się w jednej sekundzie kimś dalekim, a odbudowa więzi staje się trudna, ale nie niemożliwa. To też piękna opowieść o tym, jak brutalny bywa świat dorosłych, który próbuje bezlitośni ingerować w życie dzieci, często zakazując im przyjaźni z innym dzieckiem, tylko dlatego, ze nie należy do tej samej klasy społecznej. Budujemy mur, zamiast wyciągnąć do kogoś pomocną dłoń. Oceniając po pozorach, często nie dając drugiej szansy.
Fascynująca była obserwacja życia bohaterek. Obserwacja ich wyborów. Obserwacja dróg, które wybrały lub sytuacji, które stworzył los. A książka nie jest pruderyjna. Świat nie jest lukrowany, jest prawdziwy - brutalny i okrutny, pozbawiony wszelkich skrupułów. To sprawia, ze fabuła trafia do czytelnika, bo niejedno takie doświadczenie, jakie noszą na swoich barkach bohaterki, zna każdy z nas z własnego życia.
Czytając tę książkę, zauważając różnicę pomiędzy życiem bohaterek a moim, często zastanawiam się, czy różnice pomiędzy mną a następnym pokoleniem też będą tak duże. Jako dwudziestolatka byłam mocno zdziwiona, że w latach 90. nie było chociażby testów ciążowych. Wiem, że dla wielu czytelników było to sytuacja normalna i w zadanym przypadku dziwna, niemniej dla mojego pokolenia dostępność chociażby testów ciążowych w niemalże każdej drogerii jest czymś zupełnie normalnym. Myślę, że też niejednej osobie, tak samo jak mi, mogło nie przyjść wcześniej do głowy, że takich produktów u nas nie było.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz