poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Krwiożerczy kapitalizm

Jestem młodym konsumentem, niedoświadczonym przez życie i krwiożerczy kapitalizm. To co nazywa się wolnym rynkiem odczuwam dopiero teraz na własnej skórze.

Moja historia zaczęła się w marcu. Niecały rok temu kupiłam buty na jesień i wiosnę. Chodziłam w nich niezbyt intensywnie, tylko na jesień. Po wyjęciu butów okazało się, że jest na nich skaza. Oddałam je grzecznie do reklamacji. Po dwóch tygodniach dostałam odpowiedź, nie uznano mojego zażalenia. Wszystko byłoby w porządku, potrafiłabym się pogodzić z odmową, gdy nie fatalnie zdanie: "Nie jest możliwe, żeby takie uszkodzenie powstało w czasie i sposobie normalnego użytkowania, obuwie nie było użytkowane zgodnie z przeznaczeniem". Od razu spieszę z odpowiedzią, że nie złamałam obcasa, ani nie dotarłam butów, pękło mi lico. Bardzo się cieszę, że po 22 latach dowiaduję się, że nie umiem normalnie użytkować butów - myślałam, że nosi się je na rękach.

Kolejny przypadek to nieprzyjemna sytuacja z potężna siecią sklepów RTV i AGD. Od kilku lat wiernie wywołuję tam zdjęcia, co jest jednoznaczne z tym, że do tej pory byłam zadowolona z ich usług. Od niemalże miesiąca czekam na odbitki, potwierdzenie złożenia zamówienia dostałam, zdjęć już nie - gdzieś zaginęły, tylko nie wiadomo gdzie. Pan z działu foto odsyła mnie do informacji, informacja robi wielkie oczy, mówi, że w zakładzie jest awaria, poza tym pani dopiero wróciła z urlopu i nic nie wie.

I dzisiaj przelała się szalka goryczy. Oddałam telefon do serwisu, zepsuł mi się mikrofon. Odbieram sprzęt po tygodniu i co się okazuje? Owszem wszystko działa jak należy, ale moich osobistych plików nie ma, zostały usunięte. Wykonałam telefon do Biura Obsługi, pan konsultant mi odpowiedział, że to normalna sytuacja. Omnibusem nie jestem, nie wiem wszystkiego, mam prawo to bycia nieświadomą tego, że akurat naprawa mojego sprzętu będzie wymagała zainstalowania nowego systemu. Jednak myślę, że są kompetentniejsze osoby ode mnie i pracownicy salonu mając obowiązek poinformowania mnie o takiej możliwości, powinni mi to powiedzieć.


Boli mnie to, że po pieniądze stoją pierwsi w kolejce, przepychają się, uśmiechają się ładnie. Bajka się kończy, kiedy już wreszcie dostaną kasę. Zamieniają się nie do poznania, zdejmują swoje maski. Kiedy nabywca domaga się swoich praw, to nagle się okazuje, że wcale ich nie ma. Denerwuje mnie to, bo pieniądze na drzewach nie rosną, nie zdobywa ich się łatwo, dlatego też za ten trud chciałoby się coś porządnego, ale sprzedają najczęściej badziew, z którym jest wszystko w porządku zanim nie skończy się gwarancja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz