Moja praca magisterka ma powstać na podstawie pamiętników Rosy Mayreder i Almy Mahler-Werfel. Z pomocą bohaterek przenoszę się do Wiednia z początku nowego wieku. Przechadzam się po ulicach szalonego modernizmu wiedeńskiego, piję kawę z najsławniejszymi osobowościami z tamtej epoki i aktywnie biorę udział w życiu kulturalnym tego miasta.
Czytam te pamiętniki i uświadamiam sobie jak te kobiety są mi bliskie, a ich troski dnia codziennego są nie tak odległe od moich jak wydawało mi się na początku. Ostatnio trafiłam na fragment, w którym Rosa opisuje swoje dzieciństwo. Odnosi się do swojego stosunku do szkoły, gdzie dzieli się z czytelnikiem, że szkoły nie lubiła z dwóch powodów. Po pierwsze było bardzo nudno. A po drugie nie lubiła rano wstawać. Często symulowała, aby tylko zostać w domu. Jednak było jedno, doskonałe antidotum na te problemy - ojciec. Kiedy jej rodziciel stawał w progu, wszelkie boleści mijały natychmiastowo. Strach uśmierzał symulacje. Ręka do góry, kto nie zna tego z autopsji.
Przekonałam się również że puste panienki, które dużą uwagę przywiązują do swojego wyglądu, to nie wymysł współczesności. Z takim zjawiskiem borykali się także nasi przodkowie. Kiedy czytałam pamiętnik Almy po raz pierwszy nie zwróciłam uwagi, że jej przemyślenia są delikatnie mówiąc płytkie, zobaczyłam to dopiero, gdy do czynienia miałam z pamiętnikiem Rosy, która zadziwiła mnie mnie swoją wnikliwością, przemyśleniami i spojrzeniem na świat. Lektura tej książki była niezwykle pouczająca, ponieważ oprócz faktów z życia autorki, wyłaniał się również obraz rzeczywistości, który był swoją drogą bardzo ciekawy. Po raz pierwszy spotkałam się z opisem dnia codziennego w trakcie I wojny światowej. Zwykle natrafia się na relacje z frontów, a tym razem przeczytałam coś innego.
Przy okazji czytania zapisków tych obydwu pań, naszła mnie refleksja. Współcześnie mało kto spisuje skrupulatnie swoje życie na papierze, ale to nie z ekonomii i z świadomości ekologicznej, a raczej dlatego, że wygodniej i szybciej usiąść przed komputerem i postukać w klawiaturę. Trochę mnie boli ten fakt, ponieważ kartka zapisana własnym pismem ma większą wartość, bo wartość sentymentalną. Poza tym uważam, że człowiek przez papierem bardziej się otwiera. Kiedy stukam coś na klawiaturze, czuję dystans, często piszę z opanowaniem, bez emocji. Żal mi przyszłych pokoleń, że już nie zaszeleszczą kartką, nie będą musieli odszyfrowywać pospiesznie napisanego tekstu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz