Wczoraj odbyłam dwugodzinną podróż do Warszawy, żeby nie zanudzić się na śmierć, wzięłam ze sobą książkę i to był mój błąd.
Nie wiem jak ta książka znalazła się u mnie w biblioteczce, odkryłam ją przed wakacjami i wyjęłam w celu przeczytania w najbliższym czasie. Jest mała cienka, więc doskonale wpasowała się w wolne miejsce w bagażu. Na tyle widniał dumny napis, że książka została nagrodzona przez magazyn Elle w kategorii literatura kobieca. I to powinno włączyć alarm w mojej głowie. Jednak zadziałał dopiero, gdy przeczytałam pierwsze dziesięć stron. Spojrzałam na zegarek i westchnęłam, że zostało mi jeszcze tak dużo czasu. Chciałam wstać i wykrzyczeć tytuł: "Wikta, ratuj!". Jednak w ostateczności, z powodu braku innego zajęcia, postanowiłam dać książce drugą szansę.
Zastanawiam się czy powinniśmy promować wszelkie czytanie czy może czytanie, ale czegoś wartościowego. Być może ci statystyczni Polacy, sięgnęli po tę niewłaściwą pozycję przez co została zabita ich chęć do czytania? Grafomaństwo w Internecie nie drażni, mnie tak bardzo jak grafomaństwo pisarskie, o ile można to nazwać pisarstwem. A to z jednego powodu - boli mnie, że marnuje się tyle kartek, aby wydrukować takie bzdury. W Internecie jest inaczej, zapychamy tylko serwery, nie uszkadzamy przyrody. Pewnie część z Was pomyśli, że to szczyt hipokryzji, że komentuję cudze wypociny, a sama zajmuję się pisaniem. Lubie pisać, czuję potrzebę wyrzucenia z siebie wszelkich bolączek, a tym samym nie czuję, że moje teksty są tak wybitne i zmieniające rzeczywistość, że należy je zapisywać na kartkach książek dla pokoleń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz