czwartek, 7 maja 2015

Halo, to ja! - Rozmowy przez domofon

Po skończeniu sagi o Teodorze Szackim sięgnęłam po inną książkę Zygmunta Miłoszewskiego. Sądziłam, że krew się znowu we mnie zmrozi i że z zapartym tchem będę czekała na rozwiązanie zagadki. Zawiodłam się.

Zgrzeszę. Czuję, że mogę zostać zlinczowana. Ale nie lubię Kinga. Mnogość fantastycznych wydarzeń nie przemawia do mnie i sprawia, że męczę się czytaniem jego powieści. Podobnie było w przypadku Domofonu Miłoszewskiego. Książkę skończyłam czytać przez szacunek do autora.
Fabuła była dla mnie za bardzo zawiła. Gubiłam się w wątkach. Błądziłam. Sytuacja była tak abstrakcyjna, że chociaż się naprawdę starałam, nie potrafiłam się zachwycić i dać się wciągnąć.

Niedawno rozmawiałam z moją kuzynką, zapytała mnie czy znam autora, który pisze różne gatunki. Wtedy nie wiedziałam, że Zygmunt Miłoszewski pisze inne powieści niż kryminały. Teraz już jestem bogatsza o tą wiedzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz