sobota, 16 maja 2015

Skaza

Są sztuki i sztuczki. Są przedstawienia i przedstawionka.  Są odbiorcy i odbiorcy. Są różne oczekiwania.

Czwartkowa Skaza wystawiona w Teatrze Syrena rozczarowała mnie. Oglądając przedstawienie miałam wrażenie, że na deski teatralne przeniesiona została fabuła prosto z telewizyjnych paraseriali. Ojciec zakochuje się w narzeczonej swojego syna. Między nimi naradza się płomienny i niezwykle namiętny romans. Mnóstwo seksu i kłamstwa. A na koniec deser - nagość. Odzwierciedlenie brutalnego świata. Prostego świata. Kierującego się wyłącznie instynktami. Oprócz zaspokojenia rządzy i popędu nie liczy się nic. W celu krótkiej zabawy i przeżycia przygody żyje się na krawędzi i naraża szczęście innych, szczęście swoich najbliższych.
Są różni odbiorcy. Są różne przedstawienia. Te zdecydowanie nie było adresowane do mnie. Lubię sztuki, które mną postrząsają i zostają na bardzo długo w mojej pamięci.
Na plus zaliczam muzykę. Idealnie współgrała z wydarzeniami, stanowiąc ciekawe tło. Tworzyła jednocześnie intrygujący klimat.

Widzowie obok mnie kręcili się, ziewali. Mam wrażenie, że nie tylko mi sztuka nie przypadła do gustu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz