wtorek, 5 maja 2015

Ogłuchłam. W tramwaju

Tramwaj to miejsce, gdzie można spotkać różnych ludzi. Można podsłuchać różnych rozmów. Można dowiedzieć się różnych rzeczy. Czasami jednak wolałabym nie rozumieć polskiego. Poziom wypowiedzi, które docierają mimowolnie do moich uszu jest czasami bardzo niski. Często sięgający dna.

Jechałam dzisiaj tramwajem. Wracałam ze spotkania z inspirującym i mądrym człowiekiem. Pełna wiary w ludzi i naładowana pozytywną energią, trafiłam na dno den. Moje drogi skrzyżowały się z pewną parą. Młodzi ludzie, około trzydziestki. Chudziutki mężczyzna, potężna kobieta. Ciekawa mieszanka. Próbuję dodzwonić się do mamy, kiedy do moich uszu dociera pytanie "Czy mam nową koszulę jutro włożyć?". W odpowiedzi słyszę mocny, kobiecy głos: "Nie no co ty, załóż tę, jeszcze się nadaje. Pojutrze założysz nową". Przerwa. Dwoje państwa, stojących nieco dalej rozmawia o pogodzie. Prorokują, że z takich chmur na pewno będzie deszcz.
- "Ciekawe czy Dżesika włączyła termę. Bo wiesz wyłączyłam ją. Ja już się dzisiaj kąpać nie będę".
- "No, ja też nie będę" - mężczyzna z trudem artykułuje słowa. Nie, nie jest pijany. Ma inny mankament. I to wcale nie jest choroba. To wynik trudnego procesu myślowego.
Po zwierzeniu się całemu tramwajowi na temat swojej higieny, nadszedł czas na popisanie się swoją znajomością języków obcych. A dokładniej jednego - łaciny. Ale nie byle jakiej łaciny. W eter posypała się rodzima łacina, piękna, ostra i niezwykle wulgarna.

W tym momencie pożałowałam, że znam polski. Zazdrościłam wszystkim ewentualnym jadącym z mną obcokrajowcom, że mogą sobie dalej jechać beztrosko i oglądać widok za oknem. Zastanawiam się jeszcze właściwie nad jednym fenomenem. Jak to się dzieje, że osoby mające naprawdę coś do powiedzenia, zwykle wymieniają się swoimi spostrzeżeniami po cichu, nie przeszkadzając innym. A takie orły, takie jakie dzisiaj spotkałam, potrafią bez skrępowania na prawo i lewo opowiadać stek bzdur, przyprawiając je wulgaryzmami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz