sobota, 3 sierpnia 2013

Polska Panda

Jestem w Warszawie - w stolicy Polski, w największej polskiej metropolii. Trasę wycieczki obieram bardzo oklepaną, wybieram się na spacer Krakowskim Przedmieściem. Po drodze mijam dużo wycieczek, ale i pojedynczych grupek ludzi, którzy mówią w różnych językach - istna Wieża Babel. Promienieję z dumy, że przyjeżdżają obcy turyści, aby zwiedzić Polskę i tym samym chciałabym, aby Warszawa zaprezentowała się jak najlepiej. Jednak zderzam się tutaj z mocno bolesna rzeczywistością. 

Najpierw spotykam ją w KFC (jako patriota przecież muszę wspierać rodzimy biznes!). Wszyscy wiemy, iż ta sieć fast foodów kusi "darmowymi" dolewkami napojów, a ściślej mówiąc dolewką wody o posmaku coli albo innego specyfiku- nie powinnam narzekać, przecież mam wybór, a nawet dwa wybory - albo nie kupować napoju albo nie jadać w tym miejscu. Jednak trapi mnie co innego. Tutaj spotkałam rodzinę Cyganów/Romów (niepotrzebne skreślić). Usadowili się na ławce na zewnątrz i biesiadują. Mieli to wielkie szczęście, że właśnie tego dnia swoje pierwsze urodziny obchodziło Veturilo, co wiązało się z tym, że cukiernicy częstowali przechodniów tortem - bohaterowie mojego posta nabrali więcej porcji niż głów, które siedziały przy stole, ale widocznie tort im smakował. Ale jedzenie powinno się czymś popić, nie? Tak więc wyposażeni w swoje kubki wysyłali dzieci, żeby przynosiły im napoje. Dzieci te nie dosięgały do automatu, wylewały na siebie zawartość, ale jeśli by nie przyniosły też źle - na pewno doznałyby przemocy fizycznej, więc będąc na ich miejscu też wybrałabym mniejsze zło i wolałabym wylać na siebie połowę napoju niż zostać uderzona. Drugie moje spotkanie z tą samą rodziną było przy innym lokalu. Siedziałyśmy z koleżanką, sączyłyśmy napój bogów, plotkowałyśmy, śmiałyśmy się, a dookoła nas można było usłyszeć każdy inny język oprócz polskiego. Dobrą okazję na zarobek zwietrzyli też Cyganie/Romowie - do ogródka piwnego wysłali swoje pociechy wyposażone w kubki na datki. Jak się nie oprzeć małej, biednej dziewczynce ze słodkimi oczami, żeby nie dać jej kilku złotówek? Wtedy odzywa się rozum - przecież dając pieniądze sponsorujesz machinę wyzysku i żebractwa. Jednak kilku obcokrajowców dało się złapać, dali im kilka groszy. 

Wiem, ze każdy ma prawo żyć, ale oni naprawdę psują wizerunek tego miasta. Toleruję grajków, którzy próbując zarobić dając coś od siebie - jednym to wychodzi, drugim nie, ale w jakiś sposób pracują. Jednak pokazując dzieciom, że można zarobić robiąc tylko smutne oczka, to jest degenerowanie społeczeństwa i wychowywanie pasożytów, którym się wszystko należy, bo oni są biedni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz