Świat jest pełen absurdów, każdego dnia nas zasypują i zabierają wiarę w możliwość istnienia normalności. Absurdy bulwersują, ale chociaż obywatele są ich świadomi, irytują ich, to rządzący tak jakby ich nie widzą i nie zamierzają za nic na świecie ich zmienić. Wyleczyłam się z chęci zmieniania świata, doskonale wiem, czym rządzi się współczesność, ale cały czas męczy mnie to, że powstaje tak wiele głupot.
Wzięłam dzisiaj do ręki czwartkowe wydanie popularnej w Warszawie gazety, którą rozdają każdego poranka niemalże na każdym skrzyżowaniu. Nie musiałam jej otwierać, żeby przeczytać o absurdzie, znajdował się on na pierwszej stronie. Wcale nie opisywał wymysłów naszych rządzących, tylko głupotę dziennikarską.
Jedno z polskich wydawnictw wydało książkę do muzyki. Jest ładna, kolorowa, idealna dla dzieci z podstawówek. Ale pozory mylą, autor dopatrzył się ciężkiego przestępstwa ze strony twórców podręcznika. Pojęcia muzyczne tłumaczyli dzieciom na przykładzie pizzy i dountów, czyli jedzenia śmieciowego, surowo zabronionego. Posypała się fala krytyki, że jak tak może być, przecież ministerstwo zakazuje sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach, truje dzieciom o zdrowym jedzeniu, a tu takiej uchybienie?! Okropnie niedopuszczalna zbrodnia. Posypały się maile do ministerstwa i do wydawnictwa. Jaki jest tego efekt? Wydawnictwo zapewniło, że podręcznik zmieni, będzie teraz tłumaczyć dzieciom pojęcia muzyczne na przykładzie zdrowej żywności - owoców i warzyw. Bardzo skuteczne śledztwo dziennikarskie, brawo! Wszyscy są szczęśliwi, bo dzieci będą uczyły się o zdrowym jedzonku. Ale! W tej historii jest drugie dno. Wydawnictwu jest na rękę, że dziennikarz rozpętał burzę i muszą zmienić podręcznik, bo to oznacza bardzo duży zysk dla nich. Zważając na to, że zmieni się treść, będzie nowe wydanie, dzieci już nie będą mogły korzystać z podręcznika po starszych kolegach, przecież zmieni się treść, więc jak pracować z dwoma innymi wydaniami? Rodzice będą zmuszeni do kupienia nowych podręczników, nieużywanych, co jest niezwykłym zyskiem dla wydawnictwa, bo jak wiadomo na rynku z drugiej ręki nic nie zyskują. A sami rodzice? Będą stratni, będą musieli kupić poprawione wydanie. Podręczniki nie są tanią sprawą, a pieniądze mimo, że wielu z nas tak myśli, nie rosną na drzewach.
Morał z tej opowiastki jest prosty - czasami trzeba się zastanowić czy nasza walka o dobro, nie przynosi tak naprawdę ze sobą więcej zła niż wcześniejszy stan rzeczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz