Będąc w muzeach/galeriach sztuki, gdzie prezentowana jest sztuka nowoczesna, często zadaję sobie pytanie, gdzie stoi granica między sztuką a zwykłym bohomazem. Zdaję sobie sprawę z tego, że współcześni twórcy mają ciężko, sztuka ma tyle lat, ile cywilizacja, czyli mnóstwo, a co się z tym wiąże, niemalże już wszystko zostało namalowane. No tak, ale wychodząc z takiego założenia, nie musielibyśmy już NIC do roboty, nie tylko jeśli chodzi o sztukę, a dotyczy to wszystkiego - medycyny, fizyki, chemii. A jednak nadal dążymy do samorozwoju i postępu technicznego. Natomiast kiedy patrzę na obrazy współczesnych twórców, mam wrażenie, że nasza kultura się cofa, spoglądając daleko w wstecz i wzorujemy się na artystach z jaskini Lascaux. Oczywiście nie mam tu na myśli WSZYSTKICH artystów, nie mogę generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka, jednak mówię o przeważającej większości, czyli o tych, którzy malują płótno na jeden kolor i nazywają je "Bez tytułu". Jako artystę definiuję osobę, która ma nadzwyczajny talent, dzięki swojej pracy wybija się ponad wszystkich, a jej celem jest ukazanie rzeczywistości, pozostawienie śladu po sobie oraz zwrócenie uwagi odbiorcy na problemy społeczne. A to co robią wspomniani przeze mnie twórcy nie załapuje się do mojej definicji artysty.
Nie potrafię sobie wyobrazić, naszych następców, nie chodzi mi o prawnuki, a jeszcze kolejne pokolenia, którzy będą chodzić do muzeum/galerii i oglądać w sali "początki XXI wieku" niemalże identyczne obrazy, wszystkie pomalowane na jeden kolor i nazwane "Bez tytułu". Magią muzeum jest to, że możemy spotkać tam z wielką różnorodnością, a w przypadku, gdy wszyscy twórcy dążą do tego samo, a takie mam wrażenie, po co chodzić do galerii i wydawać pieniądze, kiedy jest tam niemalże wszystko to samo?
Jestem zapaloną fanką sztuki, ale nie każdej, mam swoje granice estetyczne, zaczynają się one w XX wieku. Może nie mam prawa do krytyki, bo nie jest twórcą, nie wiem, jak dokładnie wygląda proces malarski, ale jestem odbiorcą i mam wrażenie, że malarze są w pewnym sensie zależni ode mnie. Oczywiście, nie mam zbyt wystarczających zasobów pieniężnych, aby kupić takie dzieło, ale jestem częstym gościem muzeów, a one też kupują obrazy, widząc zainteresowanie odbiorców, chcą być atrakcyjne i przyciągać co raz więcej osób.
Wiem, że mój apel nie spotka się z wielkim rozgłosem, jestem zbyt mała, żeby coś wskórać, co zrobić? A może ktoś będzie mi potrafił pokazać sens w takich dziełach i wtedy zmienię diametralnie swoje zdanie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz