piątek, 20 czerwca 2014

Mistrzowie pióra

"Czytając byle co, mam wrażenie, ze marnuję czas. Nie zawsze tak było. Kiedyś miałem mnóstwo czasu, więc nawet jeżeli wpadł mi w rękę byle szmatławiec, i tak czułem, że ta lektura przyniesie mi pożyetk. Teraz jest zupełnie inaczej. Pewnie się starzeję?' - Haruki Murakami

Ostatnie tygodnie były dla mnie trudne, dużo nauki, stres, ale znalazłam trzy rzeczy, które przyzwoliły mi przeżyć ten czas w miarę normalnym stanie psychicznym. Absurdalnie im teoretycznie powinnam mieć mniej czasu, znajdowałam go coraz więcej, aby tylko usiąść z książką w ręku, oderwać się od rzeczywistości i pochłaniać słowa w zawrotnym tempie. Nauczyłam się korzystać z okazji, czytałam w autobusie, czekając na egzamin.

Pierwszym moim wyborem było Na południe od granicy, na zachód od słońca. Zanim wezmę do ręki jakąś książkę, staram się przeczytać recenzję, boję się czytać gnioty, czuję się, że po pierwsze marnuję swój czas, po drugie marnuję też pieniądze. Nie lubię tracić ani jednego ani drugiego. Dlatego przed kupnem Murakamiego przeczytałam wiele zachwytów na jego temat, gorące recenzje przekonały mnie do sięgnięcia po jedną z jego  książek. Absolutnie się nie zawiodłam.

Drugą książką, którą przeczytałam w tym czasie był Cień wiatru. Kogo bym nie zapytałam, każdy z spokojnym sumieniem mi ją polecał. Objętość początkowo mnie zaniepokoiła, druk tak samo, ale jak się później okazało niesamowita fabuła, zagadki i nieprzeciętny język sprawiły, że to co wcześniej wydawało mi się przeszkodą, tym nie było.

W trakcie nauki słuchałam najnowszej płyty Artura Rojka. Dawno nie miałam w odtwarzaczy takiej płyty, która przypadłabym mi w całości do gustu. Nie musiałam przejmować się tym, że zaraz będzie kawałek, który mi się nie podoba. Rojek to magik, który umie przenieść swoje emocje, zaśpiewać o nich niezwykle autentycznie, chwycić za serce, wyrwać je, sprawić, że nami wstrząsną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz