Miejska dżungla bywa bezlitosna, krwiożercza i wysysając resztki sił z człowieka. Bywa też niebezpieczna i czeka tylko na Twoje potknięcie albo nieuważny krok.
Złośliwa strona internetowa
Co robi student, kiedy czuje na plecach gorący oddech swoich wykładowców, którzy mu się nawet śnią? Śni o nich dalej. Zauważyłam pewną prawidłowość - im bliżej wakacji, tym większa potrzeba snu, tym bardziej rano, związku z tym jakakolwiek próba wstania na zajęcia, które zaczynają się o brutalnej godzinie, ósmej, kończy się fiaskiem. Później rodzi się myśl w głowie "A co gdybym nie poszła na inne zajęcia?" I realizuję swój plan, jest zbyt piękny, żebym został tylko mrzonką. Z racji tego, że na ostatnich zajęciach miałam kolokwium, nieobecność na nich nie uszłaby mi na sucho, zmobilizowałam się do rozstania z moim wygodnym łóżkiem, co było bardzo trudne. Wychodząc na dwór powitało mnie przepiękne słońce, co zrekompensowało mi moją ciężką decyzję. Z uśmiechem na ustach i w pięknych butach ruszyłam na przystanek. Wsiadam na pętli, dlatego minęłam pierwszy autobus, później następny i jeszcze kolejny, a mojego jak nie było, tak nie było. Spojrzałam na rozkład jazdy i doznałam rozczarowania, mój autobus odjechał 10 minut temu. Zawierzyłam moją punktualność wirtualnemu rozkładowi jazdy, a on to perfidnie wykorzystał.
Piękno boli
Cudowna pogoda za oknem zmobilizowała mnie do założenia butów na obcasie. Wychodząc z mieszkania poczułam dyskomfort, ale nie poddałam się - zacisnęłam zęby i ruszyłam przed siebie. Do autobusu doszłam, z autobusu na uniwersytet też dałam radę. Schody zaczęły się, kiedy wracałam. Szłam jak porażona, zazdroszczę wszystkim tego widoku. Ale mimo wszystko miałam piękne buty, to się liczy.
Zabójczy deszcz
Kiedy wychodziłam z mieszkania powitało mnie cudowne słońce. Założyłam letnią bluzkę. Spacer z parasolem został wspomnieniem, jak się okazuje niewłaściwie. Wracałam do mieszkania. Im bliżej do niego, tym czarniejsze chmury na niebie. Autobusowi akurat zachciało się stanąć na czerwonym świetle i czekać i czekać i czekać. Czułam, że kara za moją bezmyślność mnie dopadnie. Nie pomyliłam się. Wysiadłam z autobusu, zaczął kropić deszczyk, niewielki, pozornie milutki, gdyby nie fakt, że padał prosto w twarz. Weszłam do sklepu, kupiłam wodę. Pani zapytała mnie czy mam parasol, zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie mam. W takim razie pani zaproponowała mi przeczekanie w sklepie. Zbagatelizowałam ostrzeżenie, podziękowałam grzecznie i wyszłam. To co zastałam po przekroczeniu progu zaskoczyło mnie. Runęła dosłownie ściana deszczu. Z dwoma butelkami w ręku i chlebem, z butami na obcasie na nogach zaczęłam biec i przysięgam, że gdyby była wtedy jakaś komisja, pobiłabym rekord świata w biegu na 300 metrów. Poczułam niesamowity wiatr we włosach, nie byłam nawet świadoma, że potrafię tak szybko biegać. Kiedy znalazłam się pod upragnionymi drzwiami, nie mogłam znaleźć kluczy, co ciekawe nie miałam wielkiej torby, tylko malutką, ale jak widać i tam może znaleźć się czarna dziura. W wyniku wszystkiego weszłam do mieszkania cała mokra, tak jakbym wskoczyłam właśnie do basenu.
Czerwony kamikadze
Szłam sobie dość ruchliwą ulicą, w biały dzień. Nie spodziewałam się najgorszego. Był piękny, przyjemny majowy dzień. Słońce ogrzewało moją twarz i nic nie zapowiadało takiego obiegu sprawy. Najpierw czerwony kamikadze zaatakował moje włosy. Trochę się wystraszyłam, zaatakował mnie niespodziewanie. Strząchnęłam go, ale jak się okazało nie był to najmądrzejszy pomysł, ponieważ wpadł mi prosto do stanika. Stwierdzam, że biedronka okazała się być samicą, długo tam na szczęście nie posiedziała. Podążyła w stronę światła i prawidłowo, oszczędziła i jej stresu i mi. Z przyrodą nie warto zadzierać.
Zabójcze spojrzenia
Miałam przyjemność w tym tygodniu przystąpić do egzaminu na staż. Było dużo chętnych, około 10 osób na jedno miejsce. Prestiż jednostki duży, duża konkurencja, to wyzwala w ludziach brak zaufania do siebie i chęć wyeliminowania przeciwnika na wszelkie możliwe sposoby, obojętnie czy dozwolone czy nie, czy humanitarne czy zwierzęce. I cieszę się, że ludzie nie są bazyliszkami, nie mają umiejętności zabijania wzrokiem, bo byłabym dzisiaj martw, tak przynajmniej z dziesięć razy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz