Nie ocenia się książki po okładce, a tym bardziej po cenie. Ale ja lubię robić na owak, wbrew wszystkiemu i właśnie najpierw oglądam okładkę, później patrzę na cenę. Teoretycznie z okładki można wiele wyczytać. Jeśli jest przesłodka lub krwawa albo skrada się na niej fantastyczny stwór, wiem że ta pozycja jest nie dla mnie.
Był upalny czerwcowy dzień, skończyłam wcześniej zajęcia, zapowiadała mi się godzinna przerwa między kolejnymi zajęciami, postanowiłam nie tracić czasu i wyruszyć na zakupy. Związku z tym że mój cel był jeszcze zamknięty, postanowiłam zajrzeć do księgarni. Najpierw do moich nozdrzy doleciał przyjemny zapach świeżego druku. Rozejrzałam się dookoła i znalazłam przecenione książki. Ruszyłam do regału żwawym krokiem. Mój wzrok zatrzymał się na szaro-zielonej okładce, na której widniała maszyna do pisania i zdjęcie kobiety z lat 30. Obok widziało Justo Navarro i tytuł książki Finalmusik. Odwróciłam moją zdobycz i przeczytałam opis, zapowiadało się dobrze. Otworzyłam książkę na dowolnej stronie, powąchałam ją, zobaczyłam papier i litery, przeczytałam kilka linijek. Wszystko mi pasowało. Dobra lektura na lato, lekka z ogromną ilością rzymskiego słońca. Przygarnęłam ją.
Z zaciekawieniem sięgnęłam po nią w domu. Ostatni tydzień czerwca, jedną noga już na wakacjach, przyjemnie świecące słońce, przyjemnie wiejący wietrzyk. Książka okazała się idealna na taka pogodę. Pełna rzymskiego słońca i błahej tematyki. Nadchodzi czasem taki czas, kiedy nie ma się ochoty zbawiać świata, rozmyślać nad sensem życia, ma się wtedy ochotę rozkoszować życiem i właśnie takie książki sprawdzają się stuprocentowo w trakcie takich dni. Autor opisuje swoje życie, pisze o banalności życia codziennego.
Navarro jest Hiszpanem, mieszka w Rzymie. Przytacza dużo włoskich zwrotów i słów. Moja znajomość włoskiego jest biedna i czuję się wykluczona, ponieważ nie ma tak żadnego tłumaczenia. Momentami nie wiem o co chodzi, co dla mnie jest dużym minusem, ponieważ jeśli już coś czytam, chciałabym wiedzieć, co czytam. Drugim minusem jest zastosowanie dialogów, nie są one sformatowane w tradycyjny sposób, jednak znajdują się w ciągłym tekście i niekoniecznie zawsze jest to oznaczone, że są to słowa innego człowieka, a nie autora. Jednak to zastrzeżenia do tłumacza, bądź redaktora, nie do samej treści.
Jeśli szukacie książki idealnej na lato, słonecznej, w której znajdziemy trochę wątków miłosnych, banalną tematykę, to polecam sięgnąć po Finalmusik. Nie czyta się jej łatwo z powodu dwóch wymienionych wyżej powodów, ale wciąga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz