poniedziałek, 17 listopada 2014

Chińskie famme fatale

Czytając Uwodzicielki Mingmei Yip szargały mną dwa zupełnie przeciwne uczucia, czasami miałam nadzieję, że główną bohaterkę trafi szlag i zginie, później wzbudziła we mnie litość i bardzo było mi jej szkoda. Liczyłam na happy end, że wszystko się ułoży i będzie ostatecznie szczęśliwa, choć tak bardzo nie lubię ckliwych szczęśliwych i banalnych zakończeń. Emocje wzięły górę nad rozumem.

Szalone lata 20. - odpoczynek po pierwszej wojnie światowej, chwila zadumy i odreagowanie po spotkaniu się twarzą w twarz ze śmiercią. Eleganckie damy w długim sukniach, a obok młode dziewczyny z krótkimi włosami i w gorszących sukienkach. Strach i gorycz po wielkiej masakrze, a zarazem szalona miłość do życia i próba czerpania z niego pełnymi rękoma. Miasta pełne życia, tętniące nocą i dniem. Teraz dodajmy wszystkim postaciom, które narodziły nam się w głowie skośne oczy, żółtą barwę skóry i czarne włosy. Tacy bohaterowie występują w książce Mingmei Yip.

Główna bohaterka to młoda dziewczyna, bardzo młoda. Urodziła się pod złą gwiazd,a los z niej zadrwił, położywszy jej mnóstwo kłód pod nogi. Obdarzona została przepięknym głosem, dzięki któremu mogła dotrzeć do najbardziej skamieniałych serc. Była kochanką jednego z największych gangsterów, którego pozbawić musiała życia. Książka przepełniona jest złem, jadem i intrygami, ale powieść wraz z bohaterką uwodziła, nie dawała o sobie zapomnieć, uzależniała i sprawiała, że można było tak spokojnie się od niej uwolnić. Chciałabym tym samym zaznaczyć, że nie jest to głupie romansidło, wysikacz łez dla kobiet. Zagłębiając się w nią, czuje się, że została napisana przez niezwykle inteligentą kobietę, która miała na swoim celu nie tylko zabawienie czytelnika wymyśloną historią, ale doskonale skomponowaną opowieścią pełną tajemnic ówczesnego Szaghaju, pokazującą kulturę chińskiej, której jest niezwykle świadoma, próbuje zaintrygować nią drugą stronę. Byłam zaskoczona ilością przysłów chińskich, które były niezwykle mądre, przekazywały wielkowiekową mądrość, która powinno tylu lat niezdeaktualizowała się. Uwielbiam takie książki. Nie znam kultury chińskiej, za co biję się w pierś, ale tą pozycją nadrobiłam sporo braków, które okazały się być naprawdę fascynujące.

Jeśli książka potrafi zamieszać w mojej głowie, sprawić, że nie mogę się od niej uwlnić,z jednej strony chcę ja szybko przeczytać, żeby wiedzieć jak sie skończy, a z drugiej strony chcę, aby się jeszcze nie kończyła, to znak, że to dobra książka i warto było po nią siegnąć.

Ps. W wakacje miałam okazję sięgnąć po kilka pozycji autorów azjatyckich i muszę przyznać, że dopiero przy tej moi bohaterowie, wymyśleni w mojej głowie, byli Azjatami. Trudno mi było po tylu latach obcowania z białymi bohaterani, nagle się przestawić, przyzwyczajenie było silniejsze ode mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz