poniedziałek, 2 marca 2015

Niewidzialna wystawa

Pewnie, gdybym powiedziała, że na Niewidzialną wystawę wybierałam się odkąd pomieszkuję w Warszawie, skłamałabym. Nie wiem czy ona już tak długo tutaj urzęduje. W każdym bądź razie myśl o odwiedzeniu tego miejsca towarzyszyła mi bardzo długo. W styczniu w końcu się wybrałam.

Przed wejściem przybliżono nam świat niewidomych. Pokazali jak parują skarpetki, jak oddzielają białko od żółtka, jak korzystają z komputera i jak wyglądają pomoce naukowe dla dzieci. Był to bardzo ciekawy początek zgłębiania wystawy. Później kazano mi zdjąć okulary. Dano nam kilka porad jak zachowywać się w trakcie zwiedzania i weszliśmy do pierwszego pomieszczenia. Było zupełnie ciemno. Dookoła tylko czerń. Gdzieś słyszałam głosy współzwiedzających i śmiechy. Dla nas była to raczej zabawa, ponieważ doskonale wiedzieliśmy, że wychodząc świat znowu stanie się kolorowy i będziemy mogli polegać na wszystkich zmysłach.

Naszym przewodnikiem był pan Piotr, głos znany mi już z Radiowej Trójki, gdzie gościł w jednym z reportaży, poświęconemu właśnie tej wystawie. Był niezwykle otwarty człowiek. Wprowadził nas w świat niewidomy i wielką cierpliwością odpowiadał na pytania, które przez niektórych mogłyby być uznane za niewłaściwie i nietaktowne. Jednak takie dokładne, nieskrępowane odpowiedzi przyniosły rezultat, ponieważ pozwoliło nam to dokładnie zrozumieć świat z punktu widzenia niewidomych. Dla mnie stali się oni zupełnie takimi samymi ludźmi jak ja. Wiem, że może to nie zabrzmi dobrze, poświadczy o moim prymitywizmie, ale przekonałam się, że nie należy im współczuć, bo oni robią nawet tak ekstremalne rzeczy jak żeglowanie, na co ja sama bym się nie odważyła. Kiedyś miałam styczność z ludźmi niepełnosprawnymi ruchowo. Bliski kontakt z nimi i obcowanie z nimi kilka dni pokazał mi, że są tacy jak ja. Szkoda tylko, że czasami trzeba mną potrząsnąć, abym coś zrozumiała.

Po raz pierwszy odkryłam, że czerń ma wiele kolorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz