Powodem mojego dzisiejszego nie wyspania jest Piotr Bojarski. Położyłam się do łóżka. Zapaliłam lampkę nocną i sięgnęłam po Kryptonim Posen. Postanowiłam poczytać tylko pół godziny, ale związku z tym, że zbliżałam się do końca książki, musiałam ją skończyć. W ten sposób z pół godziny zrobiła się godzina.
Autor usnął ciekawą historię dziejącą się w interesujących i nietypowych okolicznościach. Trzeba było wykazać się sporą wyobraźnią, aby wymyślić hipotetyczne tło, które jest bardzo realistyczne (Piotr Bojarski musiał dość dobrze zgłębić prawdziwe wydarzenia, żeby tak sprytnie i tak merytorycznie upleść czysto hipotetyczne zdarzenia).
Opowieść mnie wciągnęła, szczególnie na końcu, kiedy wszelkie wydarzenia potoczyły się niespodziewanie. Jedynie zabieg z monologiem i opisem zachowań sprawcy mi nie przypadł mi do gustu, ponieważ już w połowie książki domyśliłam się, że to właśnie ta osoba będzie zabójcą. Nie spotkałam się z zaskoczeniem jak przy poprzedniej książce kryminalnej, po którą sięgnęłam, czyli przy Ziarnie prawdy.
Autor postarał się zgrabnie utrzymać ducha epoki. Po ulicach przemieszczali się elegancko ubrani dżentelmenowi, trzymający pod rękę przepiękne damy, noszące gustowne ubrania. Między nimi spacerowali polski żołnierze w towarzystwie swoich wybranek. Jednak najbardziej ujęło mnie posługiwanie się gwarą poznańską.
Skoro jesteśmy jeszcze przy języku, to minusem jest brak tłumaczeń niemieckich rozmów. O ile mi to nie przeszkadzało, ponieważ ten język znam, to jestem przekonana, że dla niektórych czytelników mogłoby to być mocno irytujące (przynajmniej ja bym tak miała w przypadku innego języka obcego).
Jeśli kto szuka dobrej rozrywki na wieczory, to zachęcam do sięgnięcia po tę książkę - dobrze się ja czyta, akcja jest warta, a tło historyczne dosyć ciekawe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz