poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Drach

Brutalna. Okrutna. Wulgarna. Pierwotna. Mocna. Wciągająca. Tymi sześcioma słowami opisałabym Drach Szczepana Twardocha. Skończyłam książkę czytać w piątek, a nadal nie mogę wyjść z wrażenia. Mam szczęście w tym roku trafiać na naprawdę dobre książki.

Miałam pewne obiekcje, czy poradzę sobie z gwarą śląską. Poradziłam. Poradziłam sobie też z niemieckim. I z polskim również. Język jest prosty do bólu. Prosty, ale plastyczny. Niezwykle plastyczny. Rozbudza wyobraźnie. Działa na imaginację. Bardzo skutecznie. W trakcie lektury przewija się tutaj dużo wątków. Tytułowy Drach opowiada nam o życiu czterech pokoleń. Napisane jest to tak niezwykle zręcznie, że przeplatające się wypowiedzi, opisy tworzą całość, tym samym nie powodują pogubienie się czytelnika. To wielka sztuka.

Uważam, że pokazanie życia pradziadka i prawnuka za niezwykle interesujące. Teoretycznie zmagali się z tymi samymi problemami - miłość, rodzina, jednak umiejscowienie ich w innych ramach czasowych daje zupełnie inny bieg historii, inaczej komplikują się ich losy.

Do mojej rodziny zawitała śmierć. Zbiegło się to z moją lekturą Dracha, w którym jest pełno śmierci. Bohaterowie umierają na wiele sposobów. Odejście z tego świata jest wpisane w życie każdego stworzenia. O tym próbuje przypomnieć nam autor. Oswaja ze śmiercią. Ale pokazuje też brutalność zapomnienia. Zapomnienia przez pokolenia. Rodziców pamiętamy, dziadków też, przy pradziadkach nasza pamięć się zaciera, o prapradziadkach prawie nikt nie pamięta. Uderza w serce, zmusza do refleksji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz