niedziela, 12 kwietnia 2015

Na Wschód ze Stasiukiem

Wschód trochę mnie zawiódł. Fragmenty śledziłam w radiowej Trójce. To one zachęciły mnie do kupna tej książki. Po skończeniu lektury czuję niedosyt.

Jest to sentymentalna podróż na Wschód. Ten bliższy i ten dalszy. Wraz z autorem przemierzymy wschodnią część Polski, ale również zobaczymy Mongolię i Rosję. To zmierzenie się z przeszłością. Skonfrontowanie przeszłości, wyobrażeń i opowieści z rzeczywistością. Opis utrzymany jest w melancholijnym klimacie i tutaj zaczynają się zgrzyty między moimi oczekiwaniami a tym co znalazłam na stronach książki. Lubię wartką akcję, mnogość zdarzeń, kolorowe przygody. Tutaj spotkałam się z czymś innym. Pewnie muszę dorosnąć do takiej prozy.
Bardzo lubię książki podróżnicze. Ta też ma zadatki do bycia książką podróżniczą. Jest jednak jedno "ale". Dla mnie taki rodzaj prozy musi zawierać opisy krajobrazu i ludzi. Nie dlatego, że moja wyobraźnia jest ograniczona. Absolutnie nie narzekam na brak imaginacji, czasami jest ona nad wyraz rozwinięta. Jednak kiedy czytam o prawdziwym świecie, chciałabym widzieć go takim jakim naprawdę jest, a tutaj autor zostawił nam pole do popisu.

Wschód sięga głęboko w przeszłość autora, dotyka jego dzieciństwa. Być może przepaść wieku, która nas dzieli sprawia, że pewnych rzeczy nie rozumiem. Zostałam wychowana w zupełnie innych czasach. A opowieści o PRLu są dla mnie czasami niczym opowieści science fiction.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz