Uwielbiam słuchać mądrych ludzi, tym samym uwielbiam czytać co mają do opowiedzenia. Jednak nie lubię czytać o polityce, to za bardzo kontrowersyjny temat wywołujący wiele napadów wściekłości i psujący krew. Wolę posłuchać lub poczytać o czymś neutralnym. Takim mądrym autorem jest Asen Marczewski, bułgarski tłumacz pracujący w bułgarskiej ambasadzie w Rzymie.
Książkę kupiłam z kilku względów. Marzy mi się podróż do Rzymu, więc na razie odbywam podróże na papierze, wyszukując ciekawostek o tym mieście. Byłam również ciekawa jak wygląda praca tłumacza w ambasadzie. Wszystkie moje zachcianki zostały spełnione i to z takim nadmiarem wiedzy jakiego się nie spodziewałam. Panem Marczewskim jestem wielce oczarowana.
Autor ma bardzo cięty język i wielkie poczucie humoru. Potrafi rozbawić, szczególnie opisując przywary narodowe zarówno Włochów, jak i Bułgarów. Dla zrobienia smaczku pozwolę sobie przytoczyć krótki fragment: Włosi wykazują niezwykły spryt w obchodzeniu prawa. Pewien znajomy neapolitańczyk opowiedział mi historię swojego krewniaka, właściciela fabryki eleganckich i bardzo poszukiwanych w Stanach Zjednoczonych skórzanych rękawiczek. Bieda w tym, ze rękawiczki te obłożone są tam dość wysokim cłem. Otóż jegomość ten wpadł na pomysł wysłania w charakterze "próbki towaru" skrzyni, w której było 50 000 prawych rękawiczek. Jednocześnie innym samolotem i do innego stanu powędrowała kolejna "próba" - 50 000 rękawiczek lewych. Obie skrzynie zostały przetransportowane do nowojorskiego sklepu Bella Napoli, gdzie nastąpiło skompletowanie par i sprzedaż. I po co tu płacić cło! Co najcenniejsze książka nie jest złożonym sobie spiżowym pomnikiem, pełnym ochów i achów na swój temat. Wręcz przeciwnie - odebrałam pana Marczewskiego jako wielce zasłużonego, mądrego człowieka, a tym samym niezwykle skromnego.
Nie śledziłam procesu zamachu na Papieża, byłam jeszcze wtedy smarkiem, z pewnością nie wiedziałam też, że takie wydarzenie miało miejsce. Nie znałam do tej pory kulisów procesu, miałam tylko ogólne informacje - do czasu przeczytania tej książki. Pan Marczewski był tłumaczem biorącym udział w każdym przesłuchaniu, tłumaczeniu dokumentów, był cały czas na miejscu. O całym wydarzeniu opowiada ze swojej perspektywy, która nie była prosta, w końcu to jego znajomych i rodaków aresztowano i osądzono. W swojej książce skupia się przede wszystkim na pokazaniu jak doszło do stworzenia "śladu bułgarskiego" oraz na podstawie swoich obserwacji, dokumentów przeczytanych w trakcie tych procesów pokazuje pokazuje swoją opinię na temat tego zamachu. Choć wydarzenie tragiczne, to z drugiej strony kulisy są niezwykle intrygujące.
Nie jest to typowe czytadło na wakacje. Książka jest trudna, a to ze względu na to, że posiada w sobie masę informacji z różnych dziedzin. Autor nas po prostu bombarduje historią i czasami mózg ma dosyć, ale kiedy przetworzy tę dawkę domaga się więcej. Rzymski ślad to zdemaskowanie dolce vity ambasadzkiego tłumacza. Pozycja zarówno dla przyszłych tłumaczy, dyplomatów oraz dla każdego zainteresowanego historią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz