Przed sobą miałam trzygodzinną podróż do Warszawy i z powrotem. Niewiele się zastanawiając sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę, która zmieściła mi się do torebki - to było jedyne kryterium tego wyboru. Nie pomyliłam się, miło spędziłam podróż.
Za oknem żar, słońce postawiło nam dogodzić i mocno dogrzać. A ja usiadłam sobie wygodnie w autobusie, klimatyzacja rozkosznie działała, tym samym rozpieszczając pasażerów, wyjęłam książkę z torby i zaczęłam czytać. Przeniosłam się w sam środek grudnia, za oknami bohaterki padał śnieg, który skwierczał pod stopami, wiał wiatr i był mróz. Trwało przygotowanie do Wigilii, rodzinnie, ciepło. Nie wiem czy moje uczucie błogiego chłodu spowodowanie było chłodem z klimatyzacji czy może podziałał czynnik psychologiczny i poczułam chłodek związku z właśnie czytaną książką. Poczułam się błogo, bardzo błogo. Przez moment chciałam, aby był już grudzień, aby zapanowała świąteczna atmosfera pełna przygotować przez zbliżającą się biesiadą. Później jednak uświadomiłam sobie, że przecież nie po to czekałam przez kilka miesięcy na słońce, żeby marzyć znowu o śniegu.
To książka o tradycji, miłości, rodzinie. Ciepła, ale typowo babska - nie ma krwi, płatnego zabójcy miotającego karabinem, za to jest kobieta w ciąży, która ma kochającego męża oraz jest otoczona gronem najbliższych, którzy obdarzają ją nieograniczoną miłością. Istna sielanka, o której marzy niejedna kobieta. Autorka otwiera oczy na to co w naszym życiu tak naprawdę jest najważniejsze, otwiera nam oczy na rodzinę, o czym często w tym szalonym i zapędzonym świecie zapominamy.
Książkę możemy potraktować jako poradnik jak przygotować idealne święta. Wszystko jest krok po kroku opisane łącznie z przepisami na wigilijne potrawy z dobrymi radami, nic tylko sięgnąć po nią ponownie w grudniu i przestudiować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz