Wojciech Cejrowski to człowiek o dwóch twarzach. Pierwsza przedstawia gorliwego katolika, stojącego na straży katolickich wartości. Druga twarz, ta bardziej mi znana i bliższa, to Wojciech Cejrowski wielki podróżnik. Cenię tego autora za barwne opisy, ciekawy język i wartościowe opisy miejsc, których mnie, przede wszystkim ze względu na brak odwagi, dawne zapewne nie będzie dane zobaczyć.
Z Ameryką w tym roku spotkałam się już po raz drugi. Najpierw w moje ręce trafiła Ameryka po kaWałku Marka Wałkuskiego, teraz towarzyszyłam Wojciechowi Cejrowskiemu w jego podróżach po prerii. Teoretycznie zdawałam sobie sprawę z tego, że Stany są ogromne, a przez to z pewnością bardzo różnorodne, ale nie zdawałam sobie sprawy, że te różnice są tak duże. Najpierw poznałam Amerykę od strony miasta, gdzie przechadzali się eleganccy ludzie, spieszący się do swoich biur w korporacjach. U Cejrowskiego wchodzimy do wnętrza społeczności stanu Arizona, gdzie po ulicach, w biały dzień przechadzają się kowboje, tak dobrze znani z westernów.
Kilka lat temu oglądałam Tajemnica Brokeback Mountain, a przez co mój obraz kowboja, chadzającego w butach w ostrogach, wielkim kapeluszu i rzucającego źdźbło trawy, był bardzo mocno spaczony (kto oglądał ten film, doskonale wie o czym piszę, pozostałych zachęcam do rozszerzenia wiedzy we własnym zakresie). Wydawało mi się też, że gatunek facetów ze stali, których noc nie ruszy wyginął, więc jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam o nich właśnie w tej książce.
Cenię w Wojciechu Cejrowskim umiejętność zaaklimatyzowania się w każdym miejscu, do którego przyjedzie. Wchodzi w społeczność, żyje z nimi, zaprzyjaźnia, a później wszystkie swoje obserwacje opisuje na papierze. Robi to w tak niebanalny i zarazem tak ciekawy sposób, że z jednej strony byłam ciekawa co znajdę na kolejnych stronach książki, a z drugiej było mi szkoda, że zbliżam się sukcesywnie ku końcowi. Mam za sobą wiele książek podróżniczych i zdecydowanie mogę powiedzieć, że nie każdy ma taki dar, tak barwnego opisywania rzeczywistości. Książka posiada wiele ciekawych i trafnych spostrzeżeń, a wszystko jest utrzymane w zabawnym stylu. Za plus uważam uwagi tłumacza, choć rozmawianie ze sobą, nawet na papierze jest trochę dziwne. Jednak Cejrowski ma ogromny dystans do siebie i bawi się z czytelnikiem, często wprawiając go w zdumienie.
Atutem tej książki jest nie tylko słowo pisane, ale również jej wydanie. Okładka i wnętrze przypominają stary pamiętnik, który okraszony jest przecudownymi zdjęcia. Patrząc na nie człowiek ma ochotę rzucić wszystko, zostawić za sobą i pojechać na prerię, bo świat wydaje się być tak odrębny od naszego, że wydaje się być idyllą, pełną ciszy i spokoju.
To opowieść również o sile i determinacji człowieka, który jest w stanie przystosować się niemal do każdych warunków. A kowboje to ludzie żyjący w respekcie z naturą, to przydałoby się i nam, Europejczykom, ponieważ mamy dziwne mniemanie, że jesteśmy tak wielcy, że wszystko sobie podporządkowaliśmy, a jest inaczej. To przyroda jest na tyle dobra, że nie pokazuje swoich pazurków i daje nam żyć na tym świecie jak tylko sobie chcemy.
Tych, którzy obawiają się, że Wyspa na prerii będzie przesycona poglądami autora, uspakajam, że ze spraw religijnych można wyczytać jedynie o spędzaniu świat przez autora.
Ps. "Jest jeszcze coś, o czym mężczyźni nie mają pojęcia: Kobieta nigdy nie zmienia poglądów - nie musi, gdyż ma wszystkie naraz."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz