środa, 21 stycznia 2015

M jak Murakami

Kiedy nadchodzi sesja i zaczynam uczyć się do egzaminów, nachodzi mnie wielka chęć do pochłaniania powieści. Staram się tak zagospodarować czasem, aby w każdą wolną chwilę poświęcić na czytanie.

Moje pierwsze spotkanie z Haruki Marukami miało miejsce przy sesji letniej, sięgnęłam wtedy po Na południe od granicy, na zachód od słońca. Entuzjastyczne recenzje zachęciły mnie do zapoznania się z twórczością tego autora. Jego książką byłam zachwycona, pochłonęłam ją szybko. Zachęcona po dobrym pierwszym spotkaniu z Murakami, wyszukałam promocji i kupiłam trzy inne jego książki (jedną nawet podwójnie - przy zakupie w księgarni zapomniałam, że już ten tytuł zamówiłam przez Internet).
Dzisiaj skończyłam czytać Norwegian Wood, z którą mierzyłam się od września, między końcowymi stronami znalazłam informację o egzaminie wstępnym na studia. Naczytałam się tyle pochlebnych recenzji dotyczących tej pozycji, że czuję presję napisania pochlebnych słów. Jednak niezupełnie podzielam tego entuzjazmu. Jeśli pierwsza książka mnie oczarowała, ta trochę rozczarował, o czym świadczy fakt, że czytałam ją przez cztery miesiące.
Temat powinien być mi bliski z racji tego, że bohaterowie są w moim wieku, studiują i wkraczają w dorosłe życie. Depresyjne nastroje, bezsensowność bytu nie przekonywały mnie, staram się brać z życia to co najważniejsze, patrzeć na niego optymistycznie, nie rozumiem ludzi, który stale mają weltschmerz, tym bardziej, jeśli są młodzi, a cały świat stoi przed nimi otworem. Być może jest to kwestia różnicy pokolenia i kultury. Zostałam wychowana w innej rzeczywistości i w innym kręgu kulturowym, może w tym leży problem.
Godnym pochwały jest fakt, tak sprytnego skontrowania powieście, że cały czas przewija się wątek piosenko Norwegian Wood. Zresztą w  wszystkich książkach Murakami, które miałam w ręku, przemija się wątek muzyki, najczęściej tej klasycznej.

Nie umiem się jednoznacznie odnieść do niej książki. Czasami czytało mi się ją fatalnie, czasami bardzo dobrze. Czasami mnie wciągała, czasami zniechęcała. Najlepszym rozwiązaniem będzie sięgnięcie samemu po nią i skonfrontowanie się z nią.

Ps. Każda książka Murakamiego (a przynajmniej te, co do tej pory przeczytałam) to kulinarna podróż. Ważnym elementem opisu dnia bohatera jest opis jego posiłku. Dania są zupełnie inne niż te, które spożywane są na co dzień w Europie, a to traktuję jako dodatkowy walor (nie to, że nie jemy tego samego co Japończycy, ale fakt, że pisarz uchyla nam trochę swojego świata i swojej kultury poprzez opisy spożywanych potraw).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz