wtorek, 20 maja 2014

Uzdrowienie systemu

Na zajęciach zostało postawione pytanie czy należy zreformować europejską politykę rodziną ze względu na mały przyrost naturalny. Moją odpowiedzią na tę tezę, było "nie", spotkałam się z niezrozumieniem prowadzącej, spojrzała nam mnie jak na nienormalną.

Uważam, że problem wcale nie leży w polityce, tylko w naszej głowie. Wystarczy spojrzeć za morze, w kierunku Skandynawii. Ich polityka prorodzinna stawiana jest jako wzór do naśladowania dla wszystkich polityków europejskich, pewnie nawet dla wszystkich światowych. Ale czy rzeczywiście rodzi się tam więcej dzieci niż w innych częściach Europy? Otworzyłam Wikipedię, wyniki pochodzą z 2010. Minęły cztery lata, ale jestem przekonana, że nie zaszły żadne radykalne zmiany w tej dziedzinie. Największym przyrostem wśród państw skandynawskich cieszy się Norwegia 0,33,  kolejny wynik należy do Szwecji 0,16, w Finlandii liczba ta wynosi 0,08, natomiast w Polsce -0,05. W pierwszej dziesiątce widnieją państwa afrykańskie oraz azjatyckie, największy przyrost jest w Nigerii 3,66. Nikt mi nie wmówi, że w tych krajach jest bardzo korzystny socjal, rodziny są wspierane przez państwa.

Jestem zdania, że gdyby postęp społeczny, cywilizacyjny cofnąć się o jakieś 30-40 lat, współczynniki te wyglądałyby zupełnie inaczej. Kobiety się wyemancypowały, dostały możliwość pracowania i zarabiania. W wielu przypadkach nie jest to ich wymyśl, tylko wynik potrzeby rynku. Współczesny świat kusi nas w wszelaki sposób - co roku powstają nowe gadżety elektroniczne, zmienia się moda i upodobniania, a wraz z nimi nasze potrzeby. Niemalże w każdym domu jest kablówka, Internet, telefony. Dostać teoretycznie można je za darmo, ale rachunków za nas niestety nie zapłacą. Staliśmy się swoimi niewolnikami - stawiamy sobie żądania, chcemy je osiągnąć, by to zrobić potrzebujemy kasy, aby ją mieć albo okradamy bank lub pracujemy grzecznie. I w ten sposób nakręcamy to koło. Rzadko która rodzina może sobie pozwolić na życie wyłącznie z pensji jednego członka, zakładając oczywiście, że chce żyć na poziomie i godnie. Co więcej posiadanie dziecka generuje ze sobą duże koszty, które mogą dojść nawet do miliona złotych w ciągu całego jego życia. A każdy wie jak krwiożerczy jest kapitalizm, jedno potknięcie i wypadasz z gry. Ludzie wolą się zabezpieczyć, nikt nie zagwarantuje nam, że nasza przyszłość będzie świetlana, dlatego wolą najpierw zarobić, a kiedy decydują się na dziecko, jest już często za późno.
Poza tym wydaje mi się, że jest moda wśród młodych ludzi, aby brać ślub dużo później niż brali go nasi rodzice. Najpierw chcemy zdobyć wykształcenie, zwiedzić świat, zarobić, zrobić karierę, założenie rodziny spada na ostatnie miejsce w naszych priorytetach. Nie potępiam tego postępowania, jest ono zrozumiałe - wokół nas jest tyle różnych, ciekawych możliwości, że grzech z nich nie skorzystać.

Żadna zmiana w polityce prorodzinnej nie będzie uzdrowieniem na wszelkie bolączki. Zachłysnęliśmy się wolności, różnorodnym wachlarzem możliwości na spędzenie życia. A lekarstwem na większy przyrost będzie albo zmiana myślenia albo przeczekanie aż ludzie zrozumieją, że dziki pęd za pieniędzmi to nie wszystko i że w życiu liczy się coś innego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz