czwartek, 8 maja 2014

Gdy "kurwa" przechadza się po deskach teatru

Pod koniec kwietnia byłam w teatrze. Miałam okazje obejrzeć Noc żywych Żydow. Mimo, że minęło kilkanaście dni sztuka nadal siedzi uparcie w mojej głowie. Nie odczułam katarsis, wzbudziły się we mnie mieszane uczucia. Poczułam się jakby przeniesiono film Tarantino na deski teatru. W tym przypadku narodziły się moje wątpliwości.

Traktuje teatr jako miejsce, gdzie mieszka wysoka kultura. Instytucja, gdzie jest miejsce dla kultury popularnej to kino. Tam moja toleracja nie jest tak zaostrzona, jestem otwarta na różnorodną fabułę, na różnorodne wydarzenia. Takich uczuć nie mam wchodząc do teatru. Pragnę odciąć się od dnia codziennego, który pełen jest przemocy, wulgaryzmów. Nie uważam tym samym, żeby sztuki były oderwane od rzeczywistości, jednak jak widać na przykładzie klasyków można wyrazić to co działo się za pomocą bardziej wyszukanych słów niż za pomocą przekleństw.

Sztuka była kontrowersyjna, nie potrafię się do niej jednoznacznie ustosunkować. Nie umiem powiedzieć czy warto czy nie warto iść. Na pewno jest to coś nowego, coś czym będzie żyć świat polskiej kultury jeszcze przez jakiś czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz